Prawdziwa jazda w prawdziwym terenie ;) Po porządnym spanku i dobrym śniadaniu wyruszyliśmy w trasę. A jechało się tak: Rzepedź -> Komańcza -> Radoszyce -> Nowy Łupków -> Wola Michowa -> Przełęcz Żebrak -> Łubne -> Jabłonki -> Habkowice -> Cisna -> Majdan -> Żubracze -> Maniów -> Wola Michowa -> Nowy Łupków -> Radoszyce -> Komańcza -> Rzepedź Przygody w terenie ciekawe ;D Zjazd z Żebraka po błotowodzie z prędkością 64km/h po kamolach, przekosach i błocie. Rower w polewie błotnej i cięcie zakrętów na serpentynach. Opony Wojtusia i ABH xD Psalm o nietoperzu i wiele innych rzeczy które tylko nam trzem dane było przeżyć ;D Średnia nam wyszła kosmiczna, sam nie wiem jak to się udało ;) Ale jak powietrze bieszczadzkie to i średnia wyższa ;)
Ale kara :D 2 dni z rzędu takie mocne tempo... Daje w kość ;) Ale jak boli to rośnie. Dziś znowu po górkach - podjazd, zjazd, podjazd, zjazd i tak w kółko ;) Rozkręciły mi się blaty w korbie i wbiłem zajebistego kolca w oponę :]
Rzeszów -> Słocina -> Zalesie -> Matysówka -> Podjazd wyciągiem na grań -> Kielnarowa -> Podjazd na Matysówkę -> Zjazd do Chmielnika -> Podjazd na borówki v2 (wersja stroma) -> Zjazd do Borku -> Podjazd pod klasztor -> Zjazd do Kielnarowej -> Podjazd na Wsiz -> Zjazd do Hermanowej -> Podjazd na Przylasek -> Zjazd do Budziwoja i pociąg w szybkim tempie do Rzeszowa ;)
Po niespełna tygodniowej przerwie, z raną na nodze ale z bananem na twarzy wracam na rower. Taka pogoda, że w domu już siedzieć nie mogłem :) Dodatkowo dobra ekipa się dziś ustawiła i jazda była wyśmienita.
Trasa: Rzeszów -> Słocina -> Lisi Kąt -> Chmielnik -> Podjazd prawie na Borówki :) -> Borek Stary -> Kielnarowa -> Przylasek -> Lubenia -> podjazd w stronę Sołonki -> zjazd do Lubeni -> Zarzecze -> Siedliska -> Budziwój -> Boguchwała -> i nad zalewem do Rzeszowa.
Spektakularnie było ;D Zjazd z serpentyn ~40-50km/h część asfaltowa, stado dzikich bestii w postaci dziewczyn wracających z WFu no i my :D Jechałem pierwszy, wszystkie się zaczęły usuwać na lewo no ale jedna oczywiście musiała na prawo no i co się stało? BUM :D
Straty w rowerze = 0 Straty w ludziach = moja łydka Inne straty = skarpetki do wyrzucenia bo zakrwawione :D
Ale po glebie jeszcze 25km po górkach dokręcone ;)
OCZYWIŚCIE! Musiało mnie zlać ;/ bo jakżeby inaczej... Z Wojtusiem pojechaliśmy pokarać się na górki siłowo i zaczęło lać... Na szczęście Filip przygarnął kropka ;)
Ależ burza była! Wyjechaliśmy o 10 z rynku, pojechaliśmy na przylasek i zaczęło grzmieć. Posiedzieliśmy chwile, wyjechaliśmy z lasu i szok - noc nad Rzeszowem. No ale cóż do domu trzeba było jakoś dojechać. Przez Budziwój w gradzie, deszczu ba, ulewie! 50km/h. Przemoczony total. Basen w butach ale za 15min byłem w domu i piłem ciepłą herbatkę ;)