Miałem dziś nie wychodzić na rower ze względu na pogodę ale znudzenie całym dniem wzięło górę i po 18 wyskoczyłem na wieczorne kręcenie czego efektem jest przejazd obwodnicą dookoła miasta ;) Dziwna rzecz, bo nie zatrzymałem się ani razu na żadnych światłach - wszędzie szczęśliwie albo zaświecało się zielone, albo też musiałem zdążyć i przejechać na migającym. Nie piraciłem skrzyżowań i udało mi się ani razu na nich nie stawać ;) W sumie nic ciekawego się nie zdarzyło ale np nad Wisłokiem spotkałem sowę o.O No i minąłem kilku bikerów - nie jesteśmy sami ;)
Bo tylko tak można określić to co się dziś działo... W teren nie było sensu jechać, choć taki był plan na dziś. Na szczęście śnieg, który spadł przez noc stopniał już prawie całkowicie ale coś innego nam musiało przeszkadzać - WIATR a raczej huragan... Momentami myślałem, że po mocnym podmuchu wyląduje w rowie... Trasę rozpoczęliśmy od Słociny i Malawy ale zdecydowaliśmy się przeskoczyć na drugą stronę "czwórki" i rozpocząć jazdę od tamtej strony - przez Krasne, Starzów itd aż do Łańcuta. Powrót tak jak wczoraj. Niech już będzie ciepło :(
Pomimo strasznego ziąbu wyjechaliśmy dziś z Wojciechem na asfalto. Po przejeździe przez miasto skierowaliśmy się na Łańcut drogą standardową czyli przez Kraczkową itp. W Malawie spotkaliśmy Dawida wracającego z treningu i jego słowa sprawdziły się w 100% ;D O ile do Łańcuta jechało się przyjemnie to powrót pod wiatr dał się nam we znaki... Dystans taki sobie a pogoda na wolne oczywiście się skisiła :/ Mimo to jeździć trzeba! ;) Pozdro!
Coniedzielny super wypad :D Tym razem poprzez Grochowiczną do Czudca i na Babicę, powrót przez przylasek. Trzy kapcie xD ale już wszystko gra ;) Podłożone kawałki dętki pod wentyl i przez 90% trasy kapcia nie było :D Parę gleb było, odkryliśmy MEGA WYPASIONY zjazd w Czudcu! Błota nie brakowało ale strasznie dużo go nie było ;) Relacja z wyjazdu również u Azbesta - zapraszam :)
;| Kur.... zapiał. 2 kapcie dziś... Coś jest nie tak bo wyrywa wentyl presta przy tych obręczach. Dzięki uprzejmości Piotra zmieniłem na samochodowe i problem się nie powtarza... No ale pomijając - większość dystansu w mieście + trening siłowy na serpentycne ;) Na nieszczęście pogoda się na koniec skisiła i powrót w deszczu się odbył... Porażka
Oficjalna inauguracja sezonu Dziś zapowiadana od kilku dni inauguracja sezonu. Wyjazd spod ratusza kilka minut po 10:00. Z bikestatsowiczów zjawili się: Miciu, Azbest i Seba. Ruszyliśmy w kierunku Zalesia - wyciągu. W terenie było sporo bota. Następnie naszym ulubionym lasem zjechaliśmy w dół do Kielnarowej i tu zrobiliśmy sobie małą przerwę pod sklepem :) Później Borek Stary (bardzo błotnisty zjazd = prawie gleba), Tyczyn (pierwszy kapeć w tym sezonie - na szczęście nie mój), Budziwój i na myjnie bo rowery nabrały sporo lepkiej mazi... Wypad bardzo udany i niech wszyscy których nie było żałują :P
Deszczowo... Zbiórka o 10 pod Wielką (chyba ostatnia, bo przenosimy się z powrotem pod ratusz - w końcu rynek już wyremontowany) i w kilka osób wyruszyliśmy ku Magdalence ;) Na samej górze zaczęło padać, błota było co nie miara i teraz właśnie mam przerwę w czyszczeniu roweru z syfu :D Pomogliśmy jakiemuś facetowi wypchać Favorita z błocka (nie wiem po co on się tam pchał?). Zjazd z Magdalenki asfaltem bo już konkretnie padało. Szybki dojazd do Rzeszowa, na 3-go maja spotkaliśmy Azbesta i dalej już tylko z Miciem pocięliśmy do domu na około - przez Przybyszówkę ;) W międzyczasie zaczęło ostro lać i nieźle zmokliśmy. Pod domem spotkaliśmy jeszcze Radacza i dowiedziałem się, że przez deszcz nie udało im się dziś wyznaczyć trasy rzeszowskiego DH - no szkoda. Dobra wracam do czyszczenia, pozdro ;D